Panowie dwaj

Panowie dwaj

Postanowiłam nabrać dystansu, wyciszyć się, patrzeć na otulony złotorudym lasem horyzont. Odzyskać równowagę. I nie udało się, niestety. Dziś opowieść o Miejskim i Powiatowym. I o tym, jak Turek łapał Tatarzyna… Będzie to też układanka, którą sobie trzeba samemu, najlepiej spacerując po Sanoku, rozwiązać.

Rok temu z okładem do redakcji ktoś podrzucił nagranie. Ktoś inny je zgrał, przesłał na moją prywatną pocztę. W natłoku zajęć nie było czasu nad taśmą się roztkliwiać, właśnie urodził się portal, uwijaliśmy się przy nim w pocie czoła, produkując teksty „siłami natury”, ponieważ o dodatkowym etacie nie było mowy.

Wiedziałam, że nagranie dotyczy sytuacji „Tygodnika Sanockiego”, że zawiera groźby i elementy zastraszania, ale że jego jakość nie była najlepsza, przesłuchałam raz, jednym uchem, zwróciłam uwagę na zdanie, że „nie ma wolnej prasy”. No, i oczywiście bez trudu rozszyfrowałam głos. A że ów głos należał do osoby, która wówczas – tak mi się przynajmniej wydawało – robiła i mówiła gorsze rzeczy, więc odłożyłam sprawę „na później”.

Pewnie nie sięgnęłabym do tego nagrania nigdy, gdyby nie plakaty, których liczebność przytłacza swoim widokiem sanoczan. Mówią o tym podczas spacerów i wypraw do sklepów. Nie podoba im się to, zwielokrotniony przekaz odbierają jako natarczywy, wręcz wulgarny. Moją zaś uwagę przykuwają dwa plakaty i ich serdeczna względem siebie podwójna obecność na każdym płocie i krzaku. I to właśnie dzięki nim wydobyłam z czeluści poczty zapomniane nagranie.

Panowie dwaj na dużych bilbordach czy banerach, w powiększeniu, nie wyglądają na przystojnych. Na takie fotografie może sobie pozwolić ktoś z urodą Roberta Lewandowskiego. Przykro mi to mówić, bo uroda to dar, na jaki nie mamy wpływu. Ale na wieszanie plakatów mamy wpływ. Możliwe, że wisząc na ogromnych banerach nasi Kandydaci Na Najwyższe Stanowiska w Mieście i Powiecie mówią do sanoczan: weź mnie, a razem ze mną – moje ułomności.

Jeden z tych banerowych panów reprezentuje – jeszcze – władzę wykonawczą w mieście, drugi – uchwałodawczą w powiecie. Przesłuchałam nagranie i zastanawiam się, kto w tym tandemie jest głową, a kto – szyją. Na nagraniu moje nazwisko wymieniane jest kilkakrotnie. Wydarzenia sprzed czterech miesięcy, ich świadomość podczas słuchania rozmowy nagranej dużo, dużo wcześniej – to wszystko zaczyna się układać w uporządkowany i zaprojektowany krajobraz.

Na nagraniu słychać, że jestem „tą złą”. Napisałam kiedyś notę o drzewach – mówi „powiatowy” – i jego prawnik uznał, że sprawa nadaje się do sądu. Gdybym napisała, że „powiatowy” te drzewa kazał wyciąć, działając W DOBREJ INTENCJI, wszystko by było w porządku, a tak – usmażę się w sądzie (najlepiej po reformie), bo napisałam, że zwyczajnie – kazał je wyciąć.

Na nagraniu mówi „powiatowy”. Jest niezadowolony z „Tygodnika Sanockiego” i „posprząta” nowo założony portal. „Miejski” pojawia się w wypowiedzi „powiatowego” jako ten, który „powiatowemu” dał wolną rękę, żeby zrobić porządek z „Tygodnikiem Sanockim”. „Nie ma wolnej prasy” – mówi „powiatowy”. W międzyczasie rzuca, że nie będzie „tego” dłużej tolerował. Wystarczy jeden jego gest. Wszystko, co państwowe, jest tak naprawdę własnością tych, którzy sprawują władzę w samorządach. „Państwo ci płaci” – mówi „powiatowy” do swojego rozmówcy i stara się wykazać, że jest politykiem na miarę francuskiego Ludwika XIV, który przeszedł do historii z „Państwo to ja” na ustach.

Panowie dwajLudwik XIV pozostawił po sobie państwo o silnie scentralizowanej, absolutystycznej władzy królewskiej.
Kilkadziesiąt lat później rewolucja francuska wystąpiła przeciwko temu systemowi.
Miejmy nadzieję, że u nas, w mieście i powiecie sanockim, nie będą potrzebne gilotyny, a jedynie rozsądek podczas demokratycznych wyborów.

 

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *