Kultura – wszystko, więc nic

Kultura – wszystko, więc nic

Kto wymyślił, by Sanok promować jako „miasto kultury”, powinien się rąbnąć w piersi i oddać wypłatę za miesiąc, w którym mu to do głowy wpadło. Trudno o coś bardziej prowincjonalno-banalnie-pretensjonalnego. Przez lata w Sanoku nikt skutecznie nie wypromował zjawisk kultury, które tutaj mają swoje korzenie, byłyby atrakcyjne dla przybyszów i „pracowałyby” na niepowtarzalną i nie do podrobienia markę. To, co się urodziło przed laty, zostało skutecznie zniszczone. „Uprawę” tutejsi spece od upowszechniania i animacji kultury prowadzą w taki sposób, że nawożą własne, a zatruwają cudze poletka. Niewiele ma to wspólnego z Cycerońską „uprawą duszy”.

Muzea zamiast fabryki

Są w Sanoku dwa zakłady pracy, dwie fabryki, dzięki którym od maja do października lokalne knajpki uwijają się z wydawaniem posiłków, a miejscówki hotelowe są zajęte. Nie jest to – i raczej nie będzie – Autosan. Są to dwa fantastycznie zarządzane muzea. Jedno od dawna jest wojewódzkie. Drugie dopiero będzie przez samorząd wojewódzki współfinansowane, ale już wiemy, komu instytucja to zawdzięcza – Internet huczy, kto pierwszy apelował, kto na apel dmuchnął, a kto chuchnął. Z mojej wiedzy wynika, że sprawa wyraźnie ruszyła, kiedy wziął się za nią europoseł Tomasz Poręba. Czy się to komuś podoba, czy nie – tak było. Ciekawe, jak wysoko zostanie wywindowane owe „współ” płacenie.

Instytucje miejskie

Żadna z miejskich instytucji, statutowo zobowiązana do upowszechniania kultury, nie wpływa na ruch turystyczny. To nie grzech. Domy kultury mają za zadanie aktywizować mieszkańców i zagospodarowywać ich wolny czas, Powinny mieć ofertę dla najmłodszych, młodych i dorosłych. W Sanoku taką instytucją jest Sanocki Dom Kultury.

Sanocki Dom Kultury organizuje festiwale. „Setki dzieci i młodzieży” z SDK-owskich sprawozdań, przychodzące do Sanockiego Domu Kultury to w większości członkowie zespołów „Flamenco” i „Sanok” i okazjonalnie organizowanych warsztatów. Utrzymanie Sanockiego Domu Kultury to 1 milion 700 tys. zł z miejskiego budżetu. Plus ekstra 50 tys. na festiwal im. Adama Didura. Większość miejskich uroczystości odbywa się w Sali Gobelinowej Muzeum Historycznego, nie w SDK. SDK zarabia, organizując m.in. pokazy premierowe komercyjnych filmów.

Pod Miejską Bibliotekę Publiczną za zgodą burmistrza Wojciecha Blecharczyka podpięto instytucję, która nazywa się BWA Galeria Sanocka. Obecny kierownik nie potrafił współpracować z dyrektorem SDK, a szkoda było z jego umiejętności i pomysłów rezygnować. Pracownicy BWA to plastycy i instruktorzy. W SDK etaty administracyjne i techniczne przeważają nad instruktorskimi. Obie placówki przygotowują zajęcia dla dzieci, obie organizują spektakle teatralne i pokazy filmowe. Obie korzystają z miejskich dotacji. Formy zajęć i prezentacji nierzadko stanowią dla siebie konkurencję. W BWA zajęcia są ciekawsze, ale warunki gorsze, w SDK – odwrotnie.

Urząd Miasta zaprasza

Dwa domy kultury – bis i cis, a największe imprezy organizuje Urząd Miasta. Urząd Miasta – czyli kto? Burmistrz osobiście? Wydział Promocji? W jakim celu urzędnicy organizują koncerty? Jaką te koncerty spełniają misję? Skąd Urząd Miasta ma na to pieniądze? Z budżetu? Jakby w Sanoku wszystko zostało już zrobione…

Oczywiście, że zawsze znajdzie się grupa mieszkańców, dla których miejski budżet nie przekłada się na ich codzienne życie i będą wrzeszczeć na forach popularnych portali, że „dzieje się coś w Sanoku”. A inni będą chodzić po nieoświetlonych ulicach, potykać się na niewyremontowanych chodnikach.

Ikona w karczmie

Nie najlepiej kojarzy się „jarmark” z ikoną. Zwłaszcza w takim mieście, jak Sanok. Można od biedy zrozumieć intencję kogoś, kto tak nazwał sztandarową wakacyjną imprezę Urzędu Miasta – prawdopodobnie chodziło o promowanie „marki” czyli „ikony”. Jaką markę wypromowano w Sanoku na straganach rozłożonych w lipcu – chętnie się dowiem. W tym roku po raz pierwszy pojawiło się „coś” ładnego, a w dodatku oryginalnego i z „tutejszością” sanocką związanego poprzez muzealną ekspozycję – wyroby z Pokucia. Cała reszta to towary, dostępne na podobnych jarmarkach w całym kraju. Sam „jarmark”, może z dodatkiem „wakacyjny” wystarczyłby w zupełności. Ikona, zwłaszcza na tym terenie, przy tak wartościowych zbiorach muzealnych, nie powinna mieć z jarmarkiem nic wspólnego.

Karpaty z kulturą

Kolejny kiks. Oczywiście, że ludzie przyjdą do skansenu, pogapią się na płonącą watrę – to nawet miły zwyczaj. Pogapią się też i pobujają na widowni podczas koncertów. Co z tego wynika? Czy ta impreza sprawi, że – tak jak przed kilkunastoma laty podczas jednej jedynej edycji festiwalu filmowego Romana Gutka – do Sanoka zjedzie kilka tysięcy ludzi z całej Polski?

Festiwale

Festiwale powinny przyciągać ludzi, tworzyć środowisko, krąg, który cyklicznie się poszerza i rozrasta. Powinny powstawać w oparciu o tradycję lokalną i nią się wspierać, ale zaskakiwać otwartością i efektywnością na skalę niespotykaną nigdzie indziej. Tylko wtedy jest szansa na wypromowanie marki „Sanok” daleko poza Sanokiem. Nie uda się to za sprawą koncertów Natalii Kukulskiej i Sylwii Grzeszczak, bo panie śpiewają także w wielu innych miastach i miasteczkach.

Beksiński, Kruczek, Pankowski, Szuber to są „ikony”, które można pokazywać daleko poza granicami powiatu. Nie każde miasto ma takie szczęście. Na naszych oczach rodzą się nowe cenne artystyczne inicjatywy – malarze z Sanoka z powodzeniem pokazują swoje prace na wystawach w kraju i za granicą, coraz głośniej gra zespół Insza…

Tymczasem Urząd Miasta nie szczędzi kasy dla stołecznych szansonistów, a tablicę, upamiętniającą Mariana Pankowskiego na Miejskiej Bibliotece Publicznej funduje dwoje emerytów.

Zaprzepaszczona szansa

Collage Teatralny przed laty był wydarzeniem, które zaczynało interesować widzów w całym kraju. Niestety przepadł. Teraz trochę już za późno, żeby go przywracać w pierwotnym kształcie, ponieważ podobne inicjatywy podchwyciło i z powodzeniem realizuje już wiele miast.

 

Stworzenie imprezy edukacyjno-artystycznej, na wysokim poziomie, zakorzenionej w wielokulturowej tradycji, która stałaby się wizytówką miasta i cyklicznie generowała ruch turystyczny – powinno być wyzwaniem w nowej kadencji. Slogan o „mieście kultury” żyje zbyt długo i pobrzmiewa jak nieudany dowcip.

2 komentarze

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *