My się go boimy?…

My się go boimy?…

Strach padł na Miasto. Czarne chmury zawisły nad zamkowym wzgórzem, rynkiem i placem św. Michała. Stary ratusz, ładnie odnowiony i nie tak różowy, jak za dawnych czasów, widać jeszcze, ale już nowy, z narożną Siedzibą, cały utonął w szaroburej materii . Ze Skandynawii podążają autorzy czarnych kryminałów, żeby zaznać grozy, której w krainie Wikingów zaczyna brakować. Od dwóch, trzech lat znawcy tematu wskazują na Podkarpacie, na hrabstwo udekorowanego orderami włodarza: on roztacza nie tylko grozę, ale i nieocenione dobro, jakim dla twórców literatury popularnej jest humour noir.


Ludziska paplają

 

W niewielkim miasteczku, gdzie gros zatrudnionych to pracownicy instytucji samorządowych, nietrudno wprowadzić terror. I taki terror jest od kilku tygodni podobno systemowo wprowadzany w mieście z nazwy Wolnym i Królewskim. Na szczęście niewielkie miasta, nawet Królewskie, mają tę przypadłość – ale i zaletę – że wszyscy się znają i lubią ze sobą rozmawiać. A urzędująca władza musiałaby być cudowna do potęgi, żeby ją ludziska naprawdę kochały. Aż taka cudowna nie jest, więc te paskudne ludziska – co usłyszą, to wypaplą. No i niesie wieść gminna, aż za Sztokholm, ale i po osiedlowych uliczkach, skwerach i placach zabaw, że – najprostszym językiem mówiąc – lepiej, jeżeli stary niedźwiedź śpi, ponieważ gdy się zbudzi, to nas zje. Mniam, mniam.

Nic nas nie łączy? Naprawdę?

 

Mieszkańcy malowniczego podkarpackiego miasteczka w swoich miejscach pracy powtarzają, że ich nic, a nic nie łączy. Start w wyborach? W życiu! Skądże! Panie burmistrzu – nikt, tylko Pan. I jeszcze ten drugi pan, Pana zastępca. Taki poczciwy. Dawno na emeryturze mógłby być, odpoczywać, ale nie, on dzwoni, prosi, tłumaczy. Przekonuje. Zachęca. Kompletuje komitety honorowe. Chłop- marzenie, ręka do całowania. Mistrz słodkiego, pluszowego, różowego jak stary ratusz, klinczu.

16 lat chudych

 

W niewielkim podkarpackim mieście organizowano konkurs na szefa wydziału w magistracie. Było to dawno, mało kto dziś o tym pamięta. Przegrany w konkursie szepnął złowieszczo pod adresem urzędującego burmistrza: „obyś miał głupich doradców”. Moc przekleństwa okazała się STRASZNA. 16 lat trzyma…

Mózgi! Mózgi!

My się go boimy?…

To doradcy – mózgi, mózgi – wpadli na pomysł, by wykorzystać porywczość obecnego burmistrza. Prowadzą starszego pana po polu minowym i co chwilę słychać „bum!”. Klątwa trzyma, więc doradcy radzą, żeby zwalniać. Bezrobocie się pokaże, a potem – będzie okoliczność sprzyjająca, by temu bezrobociu, uciąć łeb. Poza tym – nie ma to jak rąbnąć pięścią w stół – słychać szepty pod Siedzibą, a potem zaraz walenie w drewniany blat i podniesiony głos. Działa! Wszystko chodzi jak w zegarku – cieszą się doradcy, naznaczeni klątwą.

Political fiction?

 

To wszystko, co powyżej to – przypowieść fantastyczna, w której podobieństwa do rzeczywistych osób i zdarzeń są przypadkowe. Żyjemy w miejscu, gdzie szczerość jest w cenie, gdzie każdy wypowiada się swobodnie i nawet w wyborach, jeśli chce, to startuje i nie ma ten fakt żadnego, ale to żadnego znaczenia dla jego pracy – nawet, gdy pracodawcą jest Urząd Miasta, a burmistrz ubiega się o reelekcję. Jeśli się ubiega, to – życzmy mu pomyślności. Ale róbmy – swoje.

2 komentarze

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *