Nie wdrażajmy się nadmiernie

Nie wdrażajmy się nadmiernie

Naprawienie drogi, remont chodnika – czy to są wydarzenia medialne? W Sanoku jak najbardziej. Żyjemy tutaj z nosem przy asfaltowych nakładkach, z oczami wbitymi w kostki chodnikowe, pełni miłości do równo położonych krawężników. I wygląda na to, że niewiele ponad to do szczęścia nam potrzeba. Taka gmina.

Gdyby nie wieloletnie zaniedbania, nie byłoby dziś bicia w dzwony, kiedy z dróg i chodników znikają dziury. Na Posadzie i Wójtostwie ocieplono bloki – zaczęło to wszystko całkiem przyzwoicie wyglądać, nie wstyd przed znajomymi, którzy wpadną na chwilę po drodze w Bieszczady.

Mieszkam na Posadzie, więc łatwiej mi ocenić zmiany, jakie tutaj zaszły w ostatnim czasie. Niemała w tym zasługa nowego prezesa Spółdzielni „Autosan”. Poprzedni dbał o duszę  mieszkańców, wiążąc przyszłość osiedla z karierą chóru, hołubionego przez burmistrza Wojciecha ze względu na chórmistrza Antoniego. Obecny prezes wziął się do roboty i to, co było wcześniej niemożliwe, dziś się dzieje i w naturalny sposób  staje się normą.

Gdybyśmy umieli spośród siebie wybierać ludzi, którzy lubią i chcą pracować, którzy znają się na swoim fachu – i gdybyśmy chętniej powierzali takim ludziom odpowiedzialne stanowiska, to by się nam żyło dużo wygodniej w naszej, nie takiej przecież ogromnej, lokalnej wspólnocie.

Nie dostrzeżemy wiele z nosami w asfalcie, z oczami przy chodniku.  Praktyczne jest patrzeć pod nogi, ale zawisnąć w tym patrzeniu – to już nieszczęście.

Nasze patrzenie przyziemne bardzo dogadza radnym, którym ślinka cieknie na myśl o następnej kadencji.  „Czego on chce?” – usłyszałam, jak jeden mówił o drugim, mniej pokornym. – „Przecież dostał Prugara-Ketlinga”.

Niektórzy nie mieli tyle szczęścia i dostali boczne drogi, odnowione jedynie na pewnym odcinku. Albo musieli kombinować, żeby na remonty wykorzystać pieniądze z budżetu obywatelskiego. W każdym razie – tam gdzie remont drogi „na bogato”, tam najbardziej wpływowi radni.

Czy to źle?  Mogą coś o tym powiedzieć mieszkańcy ulicy Niedzielskiego, którzy jesienią i wiosną grzęzną w błocie po pachy. Chodzili na sesje, prosili, uzasadniali, chodzili do mediów. Podobno w końcu burmistrz zlecił wykonanie dokumentacji projektowej. Kiedy remont? Możliwe, że w roku wyborczym padną jakieś obietnice.

Bardzo dobrze, że ładniej wyglądają drogi na osiedlach. Oby na wiosnę wyglądały równie pięknie – życzmy sobie tego, bo w końcu na to wydaje się nasze pieniądze. Gdybyśmy spojrzeli szerzej, niż granica dzielnicy, ulicy czy osiedla, to dostrzeglibyśmy, że można niejedno zrobić lepiej, dokładniej. Częściej sięgać po pieniądze spoza budżetu.

Nie dajmy się „wdrożyć”. Obowiązkiem miasta jest zadbać o infrastrukturę drogową. Nikt nie robi nam łaski. Przez całe lata bujamy się – od krawężnika do krawężnika – i co z tego, skoro praktycznie nie ma dokąd pójść po tych wyremontowanych chodnikach. San zarośnięty barszczem Sosnowskiego i innym trawskiem, w kinie fotele wżynają się w tyłek, na Rynku skwar i festiwal bud różnorakich…

Czepiam się?

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *