Pomyśl, zanim zrobią ci z tyłka wiatrak

Pomyśl, zanim zrobią ci z tyłka wiatrak

Edyta , do niedawna administratorka (i twórczyni) portalu tygodniksanocki.pl, zaczęła się interesować lokalną polityką. Przypadek Edyty dowodzi, że prawdą jest, czego mnie uczyli przed laty na KUL-u : „Jeżeli nie interesujesz się polityką, ona zainteresuje się tobą”. Do Edyty  dotarło to brutalnie, gdy nowa ekipa, przysłana do redakcji przez burmistrza Piórę, miła sercu posła Piotra Uruskiego, zagroziła wezwaniem policji, jeżeli Edyta natychmiast nie poda haseł i danych, niezbędnych, by zarządzać stroną.

Wczoraj Edyta dzwoni do mnie i mówi, rozgoryczona, że ludzie narzekają, ale nie mają pojęcia, co się dzieje. I niewielu ma ochotę podjąć wysiłek, by taką wiedzę posiąść.

Na niewiedzy żeruje cwaniak

Na niewiedzy gmachy swoich karier ustawiają tacy ludzie, jak mój ulubiony radny czy jego, umocowany kilka szczebli wyżej, promotor. I nie pytajcie, kim są z imienia i nazwiska, bo to my ich wybieramy, my dajemy im przepustkę do sprawowania władzy.

Dajemy im mandaty, a potem liczymy na to, że ktoś inny przypilnuje, żeby oni naszego zaufania nie nadużyli.
Mój ulubiony radny powiatowy pokazuje się wszędzie. Nieuprzedzone oko faktycznie gotowe pomyśleć, że ma do czynienia z mężem opatrznościowym. On o tym wie. Ów mąż, kiedy „Tygodnik Sanocki” dorobił się portalu, był łaskaw zastraszać redakcyjną stażystkę (Edyta pół roku była praktykantką w „Tygodniku Sanockim”, zanim dostała etat – staż z Urzędu Pracy). Wmawiał jej, że zamieszczając jako administrator niektóre moje teksty, skończy w sądzie. A poza tym – mówił – burmistrz Tadeusz Pióro niedługo portal zamknie.
Mój ulubiony radny w zuchwałych kłamstwach lubi się powoływać na burmistrza Piórę.

Nagrano radnego

Ktoś radnego nagrał, nagranie podrzucił do redakcji. Z całej rozmowy warte uwagi jest zdanie: „Nie ma wolnej prasy za publiczne pieniądze”. Oczywiście, że nie stażystka wypowiada tę mądrość.
Polityka wobec „prasy za publiczne pieniądze” niebezpiecznie rozszerza się na inne dziedziny, za które jest odpowiedzialna lokalna samorządność. Decyzje kadrowe w miejskich szkołach zapadają nie bez ingerencji najwyższych lokalnych czynników. Burmistrz pracownika podeśle, a ktoś inny odpowiada za niego przed całym światem. Dyrektorzy pisną czasem coś na ten temat do zaufanych przyjaciół albo nie mówią wcale – wstydzą się o tym mówić, i słusznie, bo dyrektor podporządkowany to figurant.

Jesteśmy narodem fornali?

Rafał Ziemkiewicz, teoretyk prawicy, pisał kiedyś, że współcześni Polacy są w swojej większości narodem fornali, potomkami chłopów pańszczyźnianych, którzy organicznie potrzebują pana. Pan leje w pysk, bo zawsze lał. Pana można oszukać, knuć za jego plecami, ale przed panem – czapki z głów, sylwetka w pół zgięta, do gęby przylepiony przymilny uśmieszek. Tylko tak chłop mógł „negocjować” dla siebie święty spokój.

Inny publicysta Salonu24, na blogu PiS&Love zamieścił wpis „Nowi Polacy czyli naród chłopów”. Pointuje sugestią: „Jesteśmy w kluczowym momencie dziejów. Albo z tej masy wyzwolonych chłopów zbudujemy prawdziwy Naród, albo szybko roztopimy się między silniejszymi. Bo chłopa to różni od szlachcica, że ten drugi nie zniesie nad sobą pana. Chłop zaś pana potrzebuje”.

Jaki zakres znaczeniowy ma dziś pojęcie „prawdziwy Naród”? Jak wygląda i jak się zachowuje wzorcowy jego przedstawiciel? Czy wykuwanie „prawdziwego Narodu” w XXI wieku nie jest jakąś tragiczną powtórką z historii połowy wieku XX?

Świnie lubią jabłka

Od prawicowych publicystów osobiście wolę Orwella z jego genialną w swojej prostocie tezą, że „świnie lubią jabłka”. Świnie stawiają przed sobą cel, który uświęca środki. Eliminują etykę z przestrzeni społecznej, ustanawiają nowe prawa. Podporządkowują sobie świat do tego stopnia, że „prawie niemożliwym było odróżnić człowieka od świni”.

Na wernisażu prac Jana Lebensteina w sanockim zamku, nie mogłam nie dostrzec pani, reprezentującej nową redakcję „Tygodnika Sanockiego”, której w niezbyt fortunnym momencie rozdzwoniła się komórka. Nie widziałam przedstawicieli miejskich portali – te wypracowują strategię „wejść”, napuszczając ludzi na siebie na forach. Ostatnio mają problem, ponieważ podpisując umowę z miastem (nie tylko na „Tygodnik Sanocki” miasto przeznacza pieniądze), są zobowiązani do blokady komentarzy pod materiałami dotyczącymi pracy Urzędu.

Promocja w mieście kultury

A czy przypadkiem nie o to chodzi, żeby rarytas, jakim jest Lebenstein na sanockim zamku, jak najszybciej ogłosić światu? Przyciągnąć turystów, którzy kupują bilety, z własnej kieszeni płacąc za atrakcje? Nie mają oni jednak wpływu na wyniki wyborów samorządowych w Sanoku, są przejazdem, głosują w innych miastach, więc…

Najlepsza dziennikarka

Zdarzyło się, że radny Roman Babiak przed którąś z miejskich sesji zawołał ostentacyjnie do pani reprezentującej wtedy lokalny portal, a dziś „TS”, dbając, żebym słyszała: „Witam najlepszą dziennikarkę w mieście”. Szanując oboje, skomentuję to tak: skoro w Sanoku od ćwierć wieku upoważniamy do rządzenia Romana Babiaka, to trudno się dziwić, że on modeluje rzeczywistość na swoją miarę, bo tylko w takiej rzeczywistości czuje się pewnie. Robi to także w naszym imieniu.

Przypadek Matuszewskiego

Ulica Sanowa - Sanok

Czasem sobie myślę, że przypadek Matuszewskiego to przykład niezgody lokalnego „betonu” na kogoś, kto wzniósł się ponad politykę spod znaku „60 plus”, której przykładem jest organizacja ruchu i wygląd ulicy Sanowej, i wyżej.
A my podobno lokalnie bardzo chcemy, żeby młodzi i zdolni nie musieli z miasta wyjeżdżać…

PS. Kto wytłumaczy, jaki związek z tekstem ma rysunek Tadeusza Krotosa?

2 komentarze

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *