Bujaj się, suwerenie

Bujaj się, suwerenie

Każdemu, kto dziś w Sanoku szafuje słowami „lojalność” lub „wiarygodność” podpowiadam, żeby prześledził karierę radnych miejskich, zwłaszcza tych „długodystansowych” i „niezatapialnych”, choć i od „nowych” niejednego można się nauczyć. Warto wziąć przy okazji pod lupę przymiotnik „bezpartyjny”.

„Bezpartyjność” bujająca się od bieguna, na którym stoi Platforma Obywatelska, do przylądka zaanektowanego przez Prawo i Sprawiedliwość, łatwo poddaje się weryfikacji. Jej odcienie zmieniają się średnio co cztery lata. W najbliższych wyborach wielu lokalnych mężów stanu prawdopodobnie nie zmieni szat, zwłaszcza na Podkarpaciu, ponieważ ten region, jak wiadomo, jest regionem specyficznym, żeby nie rzec „wybranym”, dlatego trzeba spojrzeć w nieodległą przeszłość.

Znamy radnych, którzy w roku 2010 wychodzili na podbój lokalnego świata z listy partii wdrażającej programy liberalne (http://wybory2010.pkw.gov.pl/geo/pl/180000/181701-o-181701-RDA-3.html), a wraz z ewolucją nastrojów społecznych zmieniali przekonania na konserwatywne (http://pissanok.pl/wybory-samorzadowe-2014/kandydaci-do-rady-miasta/janusz-baszak.html), konsekwentnie akcentując swoją „bezpartyjność”. Do jakiej kategorii zaliczyć podobne wolty?

A suweren, zapracowany

Nikogo w naszym mieście nie gorszy ani nawet nie dziwi, że nagle członkowie lokalnego stowarzyszenia Zjednoczeni Samorządowcy Ziemi Sanockiej startują z partyjnej listy Prawa i Sprawiedliwości. Robią to, bo szczerze popierają założenia programowe i ideologiczne PiS? Przestali wierzyć w siebie i w niezależność? A może rozwiązania podsuwa im ich polityczny spryt, cechujący współczesnych „ludzi bez właściwości”, ludzi „wydrążonych”, „próżnych”?
A może większość radnych po prostu się bezgranicznie poświęca? Gotowi wyprzeć się poglądów, żeby służyć suwerenowi. A suweren, zapracowany, przywalony troskami dnia codziennego, buja się, od bieguna do bieguna, nie zdajając sobie sprawy, że jest bujany…

Kiedy dla „Tygodnika Sanockiego” przeprowadziłam w 2016 r. pierwszą rozmowę z Tomaszem Matuszewskim – wydawało mi się czymś naturalnym, że wywiady z szefem ważnej miejskiej jednostki powinny się ukazywać – rozpętała się burza. Damian Biskup, wtedy kierownik w MBP, przybiegł do redakcji z pretensjami, radny Roman Babiak również „wpadł”, by mi powiedzieć, że jeszcze odszczekam wszystko, co dobrego napisałam o dyrektorze MOSiR-u.

Złość

Tadeusz Pióro na Matuszewskiego w gazecie reagował złością. Grzmiał w słuchawce, że pisząc o Matuszewskim, szkodzę jemu, sobie i burmistrzowi. Wtedy nie wszystko rozumiałam, coś tam podejrzewałam… Teraz wiem, że Tadeusz Pióro pozostawał i pozostaje „pod wpływem” i niestety nie są to uwikłania, o jakich pisze Bloom w swojej słynnej książce „Lęk przed wpływem”. Nie wiem, czy wpływowe osoby z kręgu Tadeusza Pióry tylko krzyczą głośniej od burmistrza, czy rzeczywiście mają ogromną polityczną moc… Dość, że wydarzenia ostatnich tygodni coś niecoś potwierdziły: pisanie o Matuszewskim wyrządziło Tadeuszowi Piórze ogromną szkodę.

Słowo „nielojalny” wyleciało niedawno z Urzędu Miasta Sanoka ciężkim wróblem. Kiedy żonglują nim przedstawiciele powiatowych struktur SLD i reprezentanci rzekomo szeroko na świat otwartego stowarzyszenia Demokraci Ziemi Sanockiej, mam prawo przypuszczać, że Tadeusz Pióro i jego sympatyczna świta mają większy wpływ na lokalną scenę polityczną, niż to się wydaje niewtajemniczonemu obserwatorowi.

Wojciech Blecharczyk rozpowszechnia ostatnio zdjęcia z imprez miejskich, na których rozpoznaję siebie, i – może sobie pochlebiam – mam wrażenie, że nie robi tego przypadkiem. Tyle trudu w promocję mojego wizerunku wkłada taki wybitny człowiek! Cóż… Trzeba będzie jakoś się odwdzięczyć.

PS. Pisząc o „ludziach bez właściwości” i „wydrążonych ludziach”, mam na myśli to, o czym pisali Robert Musil i T. S. Eliot.

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *